- Nie mieliśmy żadnej pieprzonej awantury, okej?

- Kilka dziewczyn rozpoznało ofiarę. Niejaka Kathi. Od niedawna na ulicy. Nie miała alfonsa, nie miała chłopaka, nie brała drągów.
Podchwycił jej wzrok.
- Wasza dyrektorka? - Kiedy Gloria skinęła głową, dodał: - Musi być ostra.
- Nic takiego nie robiłem. Po prostu tam stałem - odrzekł, choć Klara była już odwrócona tyłem i wspinała się po basenowej drabince, co pozwalało podziwiać jej kształty w mokrym stroju.
- A skąd bierze pani pewność, że ten chłopak nie jest naszym mordercą? Może rzeźnik, jak go pani określa, pracuje w pani hotelu?
- Nienawidzę go - powiedziała z zaciekłością. - On... mnie dotyka.
Zadzwoniła sekretarka. Miała na linii reporterkę z „Times Picayune”, która prosiła o krótką wypowiedź. Kiedy Gloria przyjęła rozmowę, matka wstała, podeszła do biurka i wzięła w dłoń jedno ze stojących na blacie zdjęć - fotografię ojca zrobioną na krótko przed wypadkiem. Delikatnie przesunęła po niej palcami. Glorii na ten widok ścisnęło się gardło.
domkom i odczuwasz ich piękno. A gdy ja patrzę na nie, jedyne uczucie, jakie mnie ogarnia, to wrażenie wywołane ich odosobnieniem i bezkarnością, z jaką tu może być dokonana zbrodnia.
- Kobiety. Tak, milordzie. Ale... w jakim celu?
Santos odetchnął z ulgą. Nigdy nie widział Lily tak uszczęśliwionej. Od dawna nie słyszał, żeby zaśmiewała się tak radośnie. Potrząsnął głową. Dopiero co przeszła poważny atak serca, a
- Tak.
Zapadła głucha cisza. Jackson pokręcił głową.
sposób. — Co stało się tym razem?
- Och...

- Mieliśmy specjalne zajęcia na ten temat: „Pierwsza

poinformował mnie właśnie, że nie wyśle nikogo do drukarni po próbki zaproszeń, choć
raczej wyuczonych niż spontanicznych, w przeciwieństwie do ostrych ripost Alexandry. Na
zielony czepek.

Tom zszedł na chwilę do piwnicy i wrócił ze śrubokrę-

Nic mu do tego. Ważne, żeby opiekowała się Laurą
nie tylko sprawozdanie z sekcji, ale także z oględzin
że Elaine bardzo zależy na tym, żeby wyglądać

zapytał Robert, krojąc pieczonego kurczaka.

- Kosztowało nas to wiele czasu i mnóstwo kłopotów.
- Kocham cię - rzekła, chcąc przerwać potok tych
Zatrzymałam się dłużej, zmieszanie przygładziłam z tyłu włosy - czarodziejska rezerwa znowu była w normie, odbudowawszy się jeszcze szybciej, niż tamtym razem. Czy ona się w ogóle kończy? Ach, szkoda, że od razu nie sprawdziłam… Pogrążona w zadumie, nieświadomie wskoczyłam na kobyłkę, i ta jaki zwykle ruszyła w teren. Kiedy oprzytomniałam, było za późno: Smółka już biegła przez rzekę, znajdując sposób, żeby tak miękko i przemyślane stawiać kopyta, by mostek prawie nie się kołysał. Nie była to zwykła przejażdżka po trakcie, lecz kobyła pewnie szła naprzód, jak po zwyczajnych deskach. Kilka sekund później zmrużyłam oczy, oczekując głośnego pluśnięcia, a następnie zrozumiałam, że ta parszywka wietrzy magię, więc również jest zdolna to tego, by ją widzieć.