- A ja wątpię, czy markiz jest dla niej dostatecznie bogaty - stwierdziła Adela ze złośliwością niegodną chrześcijanki.

Santos odczuł niedowierzanie, potem zaskoczenie, wreszcie ulgę. Wszystkie te uczucia owładnęły nim w jednej chwili. Powoli odwrócił się do Hope.
Przed wielu laty odkrył na strychu pudło, a w nim listy, które Lily słała do Hope. Listy pełne miłości, zaklęć, błagań o wybaczenie, rozpaczliwe i tragiczne. Hope czytała je, po czym odsyłała z powrotem matce bez odpowiedzi. Santos miał osiemnaście lat, kiedy znalazł tę bolesną, jednostronną korespondencję. Uważał się za twardziela, a płakał nad nimi jak bóbr. Nigdy nie zdradził Lily, że o nich wie. Teraz zaprowadził na strych Glorię.
szczęką.
zaniepokojony tym, że ktoś naruszył jego terytorium.
ty, dziwne brzęczenie i szuranie. Uśmiechnął się.
dziła na dół, bezszelestnie zsuwając się po stopniach, ni-
- Trochę się zamoczyłem - odpowiedział Bryce spokojnie, mając wrażenie, iż upłynęły wieki, odkąd miał ją tak blisko przy sobie.
- Owszem, ale przedtem podwoję lub potroję twoją straż, ukochana. Nie będzie
Pupa zdrętwiała jej od długiego siedzenia w kącie. To jej kąt. Kąt dla niegrzecznych dzieci.
- Znowu? - powtórzył hrabia.
Gdy wstała, cofnął się przezornie.
- Tam. Koło bramy, po prawej. Ten w czarnej koszulce i okularach przeciwsłonecznych.
zbliżyła się do drzwi prowadzących na podwórze i stanęła,
książki.


Wyjął ją z kojca i posadził na krzesełku. Klara obserwowała go z mieszkania, robiąc sobie wyrzuty, że przyczyniła się do zniszczenia eleganckiego garnituru. Miała Bryce'owi za złe, że pojawił się tak znienacka. Instynktownie przyjęła postawę obronną, za późno uświadomiwszy sobie, iż nic jej tutaj nie grozi. Westchnęła głęboko, przyznając w duchu, że właściciel tej posiadłości wyprowadza ją z równowagi.
- Imponujące, co? - mruknął. - Ale z potyczki słownej z panią nikt nie wyszedłby
krzyk wściekłości. Gdy pani Delacroix przedarła się przez tłum i ruszyła na niego jak

- Kto to jest panna Brookhollow?

której kobiety nie potrafią się oprzeć. Jestem też wdowcem
W tej samej chwili do drzwi zapukała Bessy.
- Dobry pomysł. - Jest dopiero wpół do siódmej i będzie miała wystarczająco dużo czasu na powrót i przebranie się do kolacji. Clemency wypiła ziółka, podziękowała pani Marlow i wyszła.

- Witaj, Steve - powiedział, podnosząc słuchawkę.

na myśli.
Od czasu ostatniej rozmowy z kuzynką Anne Clemency spędzała kolejne wieczory, zastanawiając się usilnie, co zrobić w związku z ogłoszeniem pana Jamesona.
- A śmierć Jonathana? - zapytał Mark. - Są jakieś nowe poszlaki?